Cel – Kennedy Elle

W gąszczu szkiców, które mam pozapisywane znalazłam nieopublikowaną do tej pory recenzję. Nie mam bladego pojęcia, jak to się mogło stać, że praktycznie gotowy wpis nie został zamieszczony. Chociaż nie, chyba jednak wiem. Podejrzewam, że chodziło o grafikę, którą zamierzałam zrobić później. Które to „później” nigdy nie nadeszło. A skoro już postanowiłam wskrzesić tego bloga (pod troszkę inną nazwą) to myślę, że to dobry moment, by jednak ten wpis opublikować. Tak więc zapraszam. Ostrzegam tylko, że nie jestem zbyt dyskretna i mogę zdradzić odrobinę zbyt wiele, jeśli chodzi o fabułę, więc jeśli nie czytaliście, to klikacie „Continue reading →” na własne ryzyko.

Autor: Kennedy Elle
Tytuł oryginalny: The Goal
Język oryginalny: angielski
Tłumacz: Mackiewicz Anna
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: romans
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2016
Rok pierwszego wydania polskiego: 2017
Cykle: Off-Campus (tom: 4)

Ona wie, jak osiągać swoje cele…
Sabrina James ma zaplanowaną całą przyszłość: ukończyć college, dać z siebie wszystko na wydziale prawa i dostać dobrze płatną pracę w jednej z najlepszych kancelarii. Nade wszystko chce zerwać z parszywą przeszłością i w tym planie z pewnością nie ma miejsca dla niesamowitego hokeisty, który wierzy w miłość od pierwszego spojrzenia. Ona może mu ofiarować co najwyżej jedną upojoną noc, ale czasami jedna noc wystarczy, by życie stanęło do góry nogami.
…ale zasady gry się skomplikowały
Tucker wierzy w siłę drużyny. Na lodowisku nie musi stać w centrum uwagi, ale gdy w wieku dwudziestu dwóch lat ma zostać ojcem, nie chce grzać ławki rezerwowych. I świetnie się składa, że matka jego dziecka jest piękna, inteligentna i trzyma go w gotowości. Sęk w tym, że serce Sabriny jest szczelnie zamknięte i ognista brunetka uparcie odmawia przyjęcia jego pomocy. Jeśli pragnie spędzić życie z kobietą swoich marzeń, będzie musiał ją przekonać, że niektórych celów nie można osiągnąć bez asysty…  [Zysk i s-ka, 2017]

Po bombie, jaką autorka zaserwowała na zakończenie poprzedniego tomu, od razu zrobiłam rezerwację w bibliotece. Pozostało tylko czekać, aż książka do mnie trafi. Nie trwało to długo.

Muszę przyznać, że od pierwszego tomu miałam słabość do Tuckera, a kiedy postanowił zapuścić brodę (mam wielką słabość do brodaczy) to już w ogóle przepadłam. John Tucker dość mocno wpasował się w mój gust, jeśli chodzi o męskie charaktery. Zdecydowany, prostolinijny i świetnie gotuje 😉 Nie da się go nie polubić.

Z Sabriną jest niestety nieco inaczej. Sama nie wiem, co o niej myśleć.  Nie miała łatwego życia i całą energię przekierowała na osiągnięcie sukcesu. Jasno określony cel był wyznacznikiem wszystkich jej decyzji. Zadowalała się przygodnym seksem bo głęboko wierzyła, że związek z chłopakiem stanie jej na drodze do sukcesu. Mimo, że miała przyjaciółki, nie można nie zauważyć, jak bardzo jest samotna.

Z zainteresowaniem śledziłam rozwój relacji pomiędzy bohaterami, ale niestety im bliżej końca tej historii, tym bardziej czułam się rozczarowana. Przykro mi to stwierdzić, bo mogła zająć drugie miejsce na liście najlepszych YA przeczytanych przeze mnie w tym roku. No ale niestety. Dlaczego?

Przede wszystkim dlatego, że problemy, które pojawiły się w życiu Sabriny i Tuckera zostały okropnie spłycone. Od pewnego momentu trwa tam wszystko-się-ułoży-sielanka. Oni nie robią niczego by polepszyć sytuację a ona, bach! I tak się rozwiązuje, tak sama z siebie. Czegoś więcej oczekiwałam po Tuckerze, który tak zdecydowanie próbował zdobyć serce Sabriny w pierwszej połowie książki, i po samej Sabrinie, która jest niby tak ambitna i zafiksowana na punkcie swoich studiów i wyrwania się z patologicznego domu. Odnoszę wrażenie, że to, co wydarzyło się w ich życiu, oboje przyjęli raczej spokojnie. Spodziewałam się ostrej walki Sabriny próbującej pogodzić macierzyństwo z wymagającymi studiami, Tuckera, który będzie skałą, w tym szalonym czasie. No i niby był, ale jakiś taki… niewyraźny. Jednym słowem za łatwo to poszło. Zbyt cukierkowo.

To nie jest zła książka. Nie wiem, może to kwestia wywindowanych oczekiwań, a może faktycznie trochę zbyt płytko został potraktowany „problem”. Jakie są Wasze odczucia na ten temat? Dajcie, proszę znać w komentarzach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s