Art & Soul – Miłość sztuki obrazu z duszą dźwięku


Tytuł: Art & Soul
Tytuł oryginalny: Art & Soul
Język oryginalny: angielski
Kategoria: Literatura piękna
Gatunek: dziecięca, młodzieżowa, Young Adult
Forma: powieść
Rok pierwszego wydania: 2015
Rok pierwszego wydania polskiego: 2016

W szkole średniej byłam młodą, niepozorną artystką.
Nie zauważano mnie. Pomijano. Olewano.
Teraz jestem Arią Watson… „Tą” dziewczyną.
Jedna zła decyzja i zostałam zauważona – przypięto mi etykietkę puszczalskiej.
Zostałam zdzirą.
Śmieciem.
I już nigdy nie będę niewidzialna.
Szczególnie dla Leviego Myersa. Był dziwnym chłopakiem o pięknej duszy, który zaakceptował i zrozumiał ukrytą w moim wnętrzu zbolałą dziewczynę.
Nie planowałam się zakochać. Jednak czy mogłam oprzeć się jego obietnicom? Przebaczeniu? Przyszłości, o której już prawie przestałam marzyć?
Byliśmy rozbici. Poznaczeni bliznami. Byliśmy dziwni i piękni zarazem.
Byliśmy dwiema zagubionymi duszami, które trzymały się jedynej rzeczy mogącej je spoić.
Siebie nawzajem. [Filia, 2016]

Miałam ostatnio ochotę na przerwę od Young Adult, ale opis tej książki skojarzył mi się z jakimś amerykańskim filmem, o nastolatce, której przypięto łatkę puszczalskiej, a ona zamiast dementować plotki, postanowiła raczej swoim zachowaniem je potwierdzać, bo przecież i tak nikt jej nie uwierzy, kiedy zacznie zaprzeczać. Nie mam pojęcia, swoją drogą, co to był za film. Jakaś komedia romantyczna, ale całkiem fajny, skoro go zapamiętałam. (Oglądam niewiele, o większości potem kompletnie nie pamiętam).

Dzięki tym skojarzeniom, zdecydowałam, że złamię przyrzeczenie dane samej sobie, że przez dłuższy czas nie sięgnę po YA. Swoją drogą, postanowienie to wynikło z tego, że jakkolwiek książki tego gatunku czyta się świetnie, są ciekawe i okropnie wciągające, to też wydają się okrutnie oderwane od rzeczywistości (im więcej się ich czyta, tym bardziej zaczyna to przeszkadzać, przynajmniej mnie). No bo, dajmy spokój, jakie jest prawdopodobieństwo, że w grupie bliskich przyjaciół w młodym wieku praktycznie każdy z nich doświadczył jakiś traumatycznych przeżyć łamiących duszę?

Wracając do „Art&Soul”. Książka, jak to klasyka gatunku, hipnotyzuje od pierwszych stron, kiedy okazuje się co znaczy użyty przez wydawcę zwrot „TA dziewczyna”. Poznajemy szesnastoletnią Arię, dziewczynę uzdolnioną plastycznie, kochającą malarstwo abstrakcyjne, kiedy podczas bezsennej, deszczowej nocy postanawia w piżamie wyjść z domu i iść na skróty, przez las do domu swojego przyjaciela, by porozmawiać. Kiedy nad ranem wraca do siebie, spotyka nieznanego chłopaka, który usiłuje nakarmić jelenia jagodami.

Tu nastąpiły pierwsze zgrzyty. Powiedziałam sobie: „A nie mówiłam? Trzeba było nie czytać tej książki”. Ponieważ wiemy już, w jakiej sytuacji znalazła się Aria, a jej myśli o chłopaku zupełnie nie pasują do okoliczności. Serio, dziewczyna, która właśnie zwierzyła się z TAKIEGO problemu przyjacielowi, jakby nigdy nic kontempluje urodę nieznanego chłopaka. Na szczęście dalej nie będziemy tak bardzo zbaczać na te tory, bo w tej książce (pierwszej z gatunku, alleluja!) nie ma seksu. Drugą sprawą jest ta rzekoma „niewidzialność” Arii w szkole, deklarowana na okładce. No bo czy to właściwe określenie? Osoby, które chcą być niewidzialne, nie noszą fryzur ze zgoloną połową głowy a drugą ufarbowaną na kasztan. Ona nie chce być niewidzialna, che się wyróżniać. Ale już mniejsza o to.

Miłość Arii i Leviego jak w tytule, to miłość sztuki obrazu z duszą dźwięku. Jest piękna, delikatna, ekspresyjna, czuła i czysta. Powiem szczerze, że bardzo mi się ich relacja podobała.

Wydarzenia są dość przewidywalne, jak przystało na ten gatunek. Nie oczekujmy wielkich niespodzianek, większość „co będzie dalej” mamy podane jak na dłoni wiele stron wcześniej. Jesteśmy o krok przed bohaterami, mając informacje o pewnych okolicznościach, na długo przed tym, nim oni zaczynają je rozważać.

Zawsze mam problem z książkami YA. Z jednej strony je lubię, są ciekawe, poruszające, wciągające. A z drugiej… No właśnie. Przewidywalne, przegadane i oderwane od rzeczywistości. Chyba traktuję je bardziej jak bajki dla młodzieży. Jakby nie patrzeć Królewna Śnieżka też nie miała lekko, a potem spotkała swojego księcia z bajki. Gdyby tą historię osadzić w gatunku YA, książę pewnie przejeżdżałby obok feralnego wzgórza wracając do królestwa po wielu latach spędzonych w ukryciu. Jego ojciec, król był człowiekiem bezwzględnym, który katował swą żonę a syna raczej tresował niż wychowywał. Gdy królowa umarła w niewyjaśnionych okolicznościach słych po księciu zaginął. Teraz wraca, by ujawnić prawdę o tych wydarzeniach, zemścić się krwawo i objąć władzę. Ale po drodze spotyka piękną Śnieżkę, która budzi w jego sercu nieznane uczucia i rozpala jego lędźwie. Czy krwawa zemsta jest faktycznie jedynym czego pragnie książę? To by było świetne Young Adult. Jak tu go nie lubić, kiedy wyrośliśmy już z bajek, ale wciąż ich pragniemy?

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s