"Do niewidzenia, do niejutra" Bartoń Joanna


Przeczytałam kiedyś krótki fragment tej książki na stronie biblionetki, kiedy ta objęła ją swoim patronatem i od tamtej chwili szaleńczo chciałam poznać całość. Jaka była moja radość, kiedy znalazłam ją w Legimi – nie macie, kochani, pojęcia. Z miejsca pogrążyłam się w lekturze.

Pogrążyłam, to jest bardzo dobre słowo, bo w tę książkę, człowiek się zatapia, wnika między linijki tekstu, smakuje słowa, mamrocząc je pod nosem jak obłąkany. Pani Bartoń przepięknie posługuje się językiem, czaruje nim, przeplatając mowę potoczną licznymi nawiązaniami do sztuki i literatury, bogactwem poetyckich porównań. Ta książka to z całą pewnością literatura przez duże „L”.
W jednym momencie Lo opowiada Profesorowi o książkach właśnie:

W tej pierwszej książce jest opis, jak młody więzień współżyje ze świnią, tak dobrze słyszałeś, ze świnią, a ja, czytając o tym, nomen omen, świńskim procederze, miałam na twarzy uśmiech dobrotliwego zrozumienia i wyrozumiałego politowania. Rozumiesz?! Aż poleciałam do lustra, bo nie wierzyłam, że czytając o, za przeproszeniem, posuwaniu maciory, mam na twarzy uśmiech dobrotliwego zrozumienia dla świniojebcy, chociaż jestem zdecydowanym antyzoofilem. I to jest właśnie magia literatury! To samo z Witkowskim, pisze o tych wszystkich ciotach i lujach w taki sposób, że czytając o ich bezeceństwach, zamiast robić sobie w myślach test na hiva, mam ich wszystkich ochotę zaprosić na herbatę i ciasteczka.

Podczas gdy sama uprawia właśnie taką magię. Pisze w zachwycający sposób o ludziach, którzy już tacy zachwycający nie są, a same okoliczności ich spotkania budzą raczej negatywne skojarzenia.

Lo przedstawiająca się czasem jako Ewa, nazywana przez Profesora Jagódką jest młodą studentką. Poznajemy ją w momencie, kiedy planuje próbę odtworzenia wypadku Zbyszka Cybulskiego, którego ofiarą ma być ona, we własnej osobie. Jej podejrzane zachowanie zostaje jednak dostrzeżone przez ochronę kolei i tym samym plany biorą w łeb. Dla Lo bowiem niezwykle ważne jest, by jej śmierć była uznana za wypadek. Po wyjściu z dworca spotyka Romkę, która częstuje ją wróżbą, według której ma napisać książkę, urodzić dziecko i umrzeć w wieku lat trzydziestu. Od tej chwili wszystko się zmienia. Dziewczyna zaczyna wierzyć w przepowiednię i godzić się z tym że pozostało jej jeszcze osiem lat życia, które właśnie planowała zakończyć.

Profesor poznaje Lo w klubie. Niezbyt to romantyczny początek znajomości, a dodając do tego fakt, że bohater jest prawie dwadzieścia lat starszy od niej starszym wykładowcą na uczelni, w dodatku uzależnionym od narkotyków… A jednak chłoniemy tę brzydką historię, jakby była bajką o kopciuszku, dzięki magii języka autorki i osobowości zarówno Lo, jak i Profesora.

W czterech ścianach mieszkania, jak aktorzy na deskach teatru odsłaniają swoje wnętrza, stopniowo zdejmują maski i opowiadają sobie o najważniejszych wydarzeniach swojego życia. Wydawać by się mogło, że fabuła ograniczona do jednej doby, zamknięta w ciasnej przestrzeni, musi być nudna. Nie jest. Pochłania się ją bez opamiętania. Nawet zacytować trudno, bo niekiedy miałabym ochotę przytaczać całe strony.

– I było cudnie, Jagódko, prawie trzy lata. Warto było się urodzić, żeby je przeżyć.
– I warto było umrzeć, gdy się skończyły, prawda?
– Nie wiem. Może warto, może nie warto. Nie wiem, czy śmierć jest warta cokolwiek ani też czy cokolwiek jest warte śmierci. Zadajesz trudne pytania.

To przepiękna opowieść, o miłości, śmierci i miłości do śmierci. O tym, że chcemy być pamiętani, zostawić po sobie coś znaczącego, nie tylko ból i łzy. Ta książka jest jak emocjonalny wir, który wciąga nas coraz głębiej pod wodę i pozbawia tchu. Kiedy wybrzmiało ostatnie słowo, kurtyna tego niesamowitego spektaklu opadła, ja siedziałam wpatrzona w ścianę przed sobą, z gonitwą myśli w głowie, usiłując okiełznać jakoś te emocje w moim wnętrzu.
Jeśli miałabym zrobić ranking w stylu top 100 książek mojego życia, to ta z pewnością by się tam znalazła.

Reklamy

7 myśli w temacie “"Do niewidzenia, do niejutra" Bartoń Joanna

  1. Świetne te fragmenty! 😀 A książka wydaje się dosyć… oryginalna, więc chętnie więcej o niej poczytam a może i się na nią skuszę kiedyś 🙂

  2. Książka intrygująca, choć zdawać by się mogło, że nie w moim guście. Ciekawe czy mają ją u mnie w bibliotece…? 😀
    PS. Nie wiem, jak to się stało, ale do tej pory ani razu nie słyszałam o Legimi, a dziś już po raz drugi mam przyjemność o tym czytać. Nie mam pojęcia, gdzie ja do tej pory żyłam, że dopiero dziś się o tym dowiedziałam 😀
    Pozdrawiam ciepło!
    Bądź tu teraz

  3. Też uwielbiam wnikać, wtapiać się w lekturę i otulać się jej słowami. Coś magicznego. Takie czytanie to prawdziwe czasy i możliwość konfrontacji ze sobą. Po cytatach czuję, że ta książka i dla mnie byłaby bardzo dobrą pozycją.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s