"Nasze forever", "Forever i jeden dzień" Wilder Jasinda

Cykl „Ever” można uznać za zakończony. Zdecydowałam się na wpis o dwóch ostatnich tomach ze względu na to, że moim zdaniem nie powinny w ogóle zostać rozdzielone. Ostatnio można zaobserwować wśród pisarzy i wydawców, trend dzielenia czego się da, na części. Czasem jest to, zasadne, czasem mniej, ale fakt pozostaje faktem. Jeśli chodzi o cykl „Ever”, uważam, że dwa ostatnie tomy powinny być jednym. Skłania do tego zarówno ciągłość akcji, jak i sposób narracji.

Ku przypomnieniu: wydarzenia w tomie pierwszym poznajemy z perspektywy Cadena i Ever a akcja tej książki urywa się w sposób drastyczny, w pewien sposób urywając niektóre wątki. W drugim tomie do głosu obok Cadena dochodzi Eden i ta część również kończy się w pewnym sensie przełomowo.
W „Nasze forever” – tomie trzecim już narrację z punktu widzenia czworga bohaterów, zagłębiamy się w dwie historie rozgrywające się równolegle, a zakończenie jest płynne, nie ma żadnego przełomu, równie dobrze można by było po prostu przejść do ostatniej części. Zwłaszcza że w ostatnim tomie mamy do czynienia z identycznym układem narracji.
To by było na tyle, jeśli chodzi o wylewanie żali na temat zbędnych podziałów.

Ostatnie tomy są bardzo przewidywalne. Nawet nie wiem, jak mam o nich napisać, żeby nie wydać zakończenia. Chociaż z drugiej strony obawiam się, że każdy, kto tylko otworzy trzeci tom, będzie automatycznie wiedział, jak się to wszystko skończy. Oceniając całą historię, muszę przyznać, że jest interesująca, pomimo braku zaskoczenia. Wiem, że może brzmi to trochę dziwnie, ale taka jest prawda. To romans, a nie kryminał, więc nie oczekiwałam wielkiej „zaskoczki” na zakończenie i może dlatego się nie zawiodłam.

To miła, ciepła historia, o tym, że nawet w najgorszych ciemnościach można odnaleźć światło. Że wystarczy się kochać, a można wszystko naprawić. W dzisiejszych czasach, w których pary rozstają się z trywialnych powodów, ta książka naprawdę podnosi na duchu, pokazując, ile można poświęcić w imię miłości.
W całym cyklu jest dużo scen seksu, nie wiem, nie przypadły mi do gustu, w dwóch ostatnich częściach miałam ich tak dość, że po prostu prześlizgiwałam się po nich wzrok i omijałam. Zbyt dosadne, dosłowne, nie w moim guście. No ale co kto lubi.
Moje wrażenia odnośnie do całego cyklu są ogólnie pozytywne. Nie jest to najlepsze Young adult, jakie czytałam, ale też nie mam wrażenia, że zmarnowałam z tym cyklem czas. Dla fanów gatunku na pewno jest to ciekawa pozycja.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “"Nasze forever", "Forever i jeden dzień" Wilder Jasinda

  1. W takim razie jako fanka gatunku na pewno się skuszę, o ile tylko znajdę na to więcej czasu – przede mną jeszcze tyle książek do przeczytania, że nie wiem kiedy to wszystko zdążę przeczytać 🙂
    Jaką książkę masz teraz w planach? 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s